malarze

Tadeusz Makowski 1882-1932

[Rozmiar: 9328 bajtów] Mówią o nim: „wielki samotnik", „fanatyk sztuki i pracy". „Jego postawa wobec sztuki miała w sobie coś z liturgii" — piszą badacze. Tadeusz Makowski, urzekająco skromny i dobry człowiek, całe życie podporządkował malarstwu. O swój odrębny styl walczył przez lata, wytrwale i z pokorą.
Tadeusz Makowski przychodzi na świat 29 stycznia 1882 roku w Oświęcimiu, jako syn Stanisława i Petroneli. W skromnej rodzinie urzędnika kolejowego nie byto dotąd żadnych artystycznych tradycji, jednak gdy 8-letni Tadzio ulega poparzeniu — unieruchomiony przez chorobę w domu — zaczyna rysować. Odtąd zajęcie to staje się jego ulubioną rozrywką. W szkole powszechnej wykazuje zdolności do matematyki, z czym jego praktyczny ojciec wiąże nadzieje na przyszłość. Konieczność dalszej edukacji syna skłania rodzinę do przeprowadzki. W 1894 r. Stanisław Makowski otwiera na rogu Dominikańskiej i Grodzkiej w Krakowie kawiarnię, która staje się źródłem ich utrzymania, zaś Tadeusz rozpoczyna naukę w Gimnazjum św. Anny.
ŚREDNIOWIECZNE MIASTO
Wbrew marzeniom ojca — humanistyczne gimnazjum utwierdza chłopca w zainteresowaniach literaturą i sztuką. W 1902 roku decyduje się rozpocząć studia na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie słucha m.in. wykładów z historii sztuki, literatury greckiej i rzymskiej. Już na drugim roku zaczyna równoległą naukę w Akademii Sztuk Pięknych, jednak przez cztery lata sumiennie kontynuuje studia uniwersyteckie — czego efektem będzie wyróżniająca go wśród rówieśników erudycja. Kraków przełomu wieków jest żywym ośrodkiem sztuki, prawdziwym tyglem estetycznych prądów i idei. W roku prapremiery „Wesela" Makowski ma dziewiętnaście lat. Artystyczna cyganeria spotyka się w słynnej „Jamie Michalika", gdzie powstaje kabaret literacki „Zielony Balonik"; Makowski bierze udział w przygotowaniu spektakli, projektuje kukiełki do szopek, coraz bardziej interesuje się teatrem — choć hałaśliwo-beztroski styl kawiarnianej bohemy najwyraźniej nie odpowiada jego skupionej, kontemplacyjnej naturze. W tym czasie powstaje pierwszy ważny obraz: Czarny Chrystus — nawiązanie do krakowskiego krucyfiksu Wita Stwosza. Bo Makowski — mimo, iż na uczelni ma kontakt z nowymi prądami: symbolizmem i postimpresjonizmem — zachowuje ogromny sentyment dla średniowiecznej architektury, gotyckiej rzeźby z jej łamanym, płaszczyznowym stylem, dla mrocznych kamiennych uliczek Krakowa. ,W tych starych murach zostały jeszcze ślady dziwnej przeszłości — napisze w Pamiętniku — jeszcze dawne cechy i bractwa dziś żyją, i zachowały się obchody i zwyczaje, jeszcze się lud przebiera w średniowieczne stroje. W tym małym mieście jeszcze dziś duch żyje dawny, ukryty w duszy starych murów". Znaczenie krakowskiego etapu dla artystycznej formacji Makowskiego okaże się widoczne dopiero po latach. Lekcja „szkoły pejzażowej" Jana Stanisławskiego (1860-1907) — to wrażliwość na kolor i obserwacja natury. Lekcja Józefa Mehoffera (1869-1946) — co szacunek dla linii i zmysł monumentalności. Jednak kto wie, czy dla wrażliwości skrytego, nieśmiałego studenta — od nauki akademickich profesorów nie okazała się ważniejsza lekcja średniowiecznego Krakowa, do końca życia nazywanego przezeń „najpiękniejszym miastem na świecie".
KUBIŚCI Z MONTPARNASSE
W 1908 roku Makowski kończy Akademię i wyrusza w artystyczną podróż po Europie. Przez Wiedeń i Monachium dociera do Paryża, nie przypuszczając zapewne, że właśnie to miasto pozostanie jego ostatnim adresem. W 1910 r. pisze do Mehoffera: „Największe wrażenie z malarzy francuskich ostatnich lat zrobił na mnie Puvis de Chavannes — swą powagą, pięknym kolorytem, wdzięcznym rozwiązaniem dekoracyjnym swych fresków, prostotą i prawdą uczucia". Dwadzieścia lat wcześniej podobny zachwyt malarstwem ściennym de Chavannes'a wyraził Stanisław Wyspiański (1869-1907), ale dziś Paryż żyje już inną sztuką. W tym czasie Picasso (l88l-1973) i Braque (1882-1963) malują pierwsze, kubistyczne pejzaże, które Makowski ogląda w Salonie Niezależnych i małej galerii Kahnweilera. Kubizm, ze swoją silną konstrukcją obrazu i geometryczną dyscypliną, ma być „odtrutką" na rozwibrowany, bezkształtny impresjonizm. Solidna, zwarta budowa formy coraz bardziej pociąga Makowskiego, w poszukiwaniach utwierdza go spotkanie z Le Fauconnierem (1881-1946) i jego przyjaciółmi z kręgu kubistycznej akademii „La Palette". W każdą sobotę, w pracowni przy rue Visconti na Montparnasse, spotykają się malarze i poeci. Przychodzi Guillaume Apollinaire (1880-1918), bywają Albert Gleizes i Jean Metzinger, piszący właśnie teoretyczne dzieło „Du Cubisme" (O kubizmie), a także Piet Mondrian (1872-1944), Aleksandr Archipenko (1887-1964) i Fernand Leger (1881-1955). Makowski przysłuchuje się dyskusjom, paląc fajkę. W jego milczącej obecności rodzą się założenia nowej doktryny. „Wyzbywam się świadomie impresjonizmu — notuje Makowski w 1913 roku — usuwam z zagadnienia malarskiego chwiejność i zmienność oświetlenia. A więc chwilę wyrwaną przyrodzie. Staram się budować przedmiot, opowiadając o jego wymiarach mniej lub więcej natężonymi plamami. Zwalczać muszę ciągle trudności i nie mogę ustalić mej drogi. To mnie męczy i wiele energii zabiera". Przygoda z kubizmem najlepiej pokazuje „osobność" i niezależność Makowskiego. Uporczywe dążenie do artystycznej prawdy i „zgody z przekonaniem wewnętrznym" nie pozwala mu zatrzymać się przy raz opanowanej, estetycznej konwencji. I chociaż jego kubistyczne obrazy, wystawione na Salonie Niezależnych w 1913 roku, spotyka życzliwe przyjęcie — uparty malarz kolejny raz zawraca z obranej drogi. Po latach zarzuci kubizmowi „przerodzenie się w sztukę dekoracyjną" i „zrównanie wszelkich indywidualności". Kubizm wyzwala w nim jednak potrzebę „mocnej formy", która powróci z całą siłą w dojrzałym okresie twórczości. Dyskusje na Montparnasse nie są czasem straconym.
SŁODKA PROWINCJA
Koniec etapu kubistycznego zbiega się w czasie z wybuchem I wojny światowej; Makowski, jako obywatel austriacki, musi opuścić Paryż. Na zaproszenie Władysława Ślowińskiego (1854-1918) jedzie do Doelon w Bretanii, i choć niebawem może już wrócić do stolicy — kontakt z przyrodą i francuską prowincją staje się odtąd dla niego ważnym źródłem inspiracji. Artysta jeździ kolejno do Le Pouldu i Keranquernat w Bretanii, Espaly w Owerni i Breuilpont w Normandii. Mieszka w środowisku prostych, życzliwych ludzi — zdarza się, ze za kwaterę i utrzymanie płaci lekcjami rysunku. Jest pod wrażeniem surowego, francuskiego pejzażu, zwłaszcza nadmorskiej Bretanii, o której wcześniej tak pisał Paul Gaugin: ,,Kocham Bretanię. Znajduję tu dzikość i prymityw. Kiedy stukam sabotami po granitowym podłożu, słyszę głuchy, matowy, potężny ton, którego szukam w malarstwie". Bezustanne, wnikliwe studium natury Makowski uzupełnia wizytami w muzeach — w dzienniku skrupulatnie notuje inspiracje, które zdumiewają różnorodnością: z jednej strony Courbet i Corot, z drugiej — egipskie posągi; Boticelli i włoski renesans — zaraz później Holendrzy i Flamandowie; Rembrandt, Cezanne i naiwne obrazy Celnika Rousseau. W konfrontacji z malarstwem starych mistrzów, w atmosferze prowincji, pełnej świeżości i prostoty — Makowski powoli, konsekwentnie szuka własnej drogi. Córka bretońskiego przyjaciela napisze o jego malarstwie: „ma tę właściwość, że wzrusza, zarówno ludzi zupełnie prostych, jak i osoby bardzo wykształcone, co dowodzi, że Makowski potrafił dotknąć struny wspólnej wszystkim istotom, struny, która łączy ludzi tym, co płynie z serca i rozumu"
PARYSKIE PRZYJAŹNIE
Po powrocie z wakacyjnych plenerów Makowski wraca do niewielkiej pracowni na poddaszu, przy rue Vercingetorix w Paryżu. Samotność, spartańskie warunki życia, brak ogrzewania (przyjaciele zastają go kiedyś chorego, przykrytego płótnami obrazów) nie przeszkadzają w sumiennej i wytrwałej pracy. Makowski żyje jak w klasztorze, całe swoje życie podporządkowując sztuce, doskonaleniu własnej wizji. Wciąż szuka, jego celem staje się „synteza pierwiastka ludzkiego spotykanego w przyrodzie", do której dąży z niespotykanym samozaparciem i uczciwością. Zapisy w Pamiętniku świadczą o poważnym, niemal religijnym traktowaniu malarskiego powołania, a także niebywałej skromności artysty. „Wydaje mi się, ze moja osobowość wyzwala się coraz bardziej i mam nadzieję, że posunę znacznie dalej ostrość mojej malarskiej wizji — gdyż na ogół biorąc, daleko mi jeszcze do realizacji doskonałej" — notuje swoje postępy, jak sędziwy Hokusai. Nie zakłada rodziny, nie planuje radykalnych zmian, jednak coraz istotniejszą rolę w jego pustelniczym życiu zaczyna odgrywać przyjaźń. Ujmujący styl bycia, wrodzony takt i dyskrecja — zjednują mu grono wiernych przyjaciół. Międzynarodowa grupa malarzy, do której należą m.in. Jules Pascin (1893-1930) i Per Krohg (1889-1965) skupia się wokół Marcela Gromaire'a (1892-1971). Makowski — zwany przez przyjaciół „Mako", „Tako" lub „Maciunio" — jest powszechnie lubiany i darzony szacunkiem. Jeszcze po wielu latach, koledzy mówić o nim będą ze wzruszeniem i czułością, jako o człowieku niebywałej delikatności i pokory. „Uczucie przyjaźni daje dużo szczęścia — pisze sam malarz w Pamiętniku. — Gubi się chwilowo wśród innych uczuć, lecz powraca trwałe i silne z wszelkiej próby — w dwójnasób". Coraz bardziej podoba się także sztuka Makowskiego. Na dorocznych wystawach grupy w galerii Berty Weill jego malarstwo wyróżnia się uczuciowością, zmysłem poezji i wytwornością koloru. Niektórzy widza w tym cechy rdzennie polskie, słowiańskie dziedzictwo wniesione przez artystę do paryskiej szkoły. Powrót ze szkoły i pierwsza, indywidualna wystawa malarza w 1927 roku potwierdzają jego odrębność. „Zawsze miałem wrażenie — pisze we wstępie do katalogu Florent Fels — że Makowski byt jednym z najznakomitszych kolorystów Ecole de Paris"; a recenzent podkreśla emocjonalny ładunek obrazów: „objawiają one duszę czystego, ludowego poety. Szczera intymność całej wystawy była tak pozbawiona ostentacyjności, ze zrobiła na mnie wrażenie wiosennego dnia na prawdziwej wsi". .Wystawa potrwa dwa tygodnie — notuje artysta — moje dzieci są między ludźmi, pozostawione własnemu losowi. Te, które wrócą do pracowni, odnajdą moją dawną tkliwość i zapełnią pustkę, jaka w tej chwili mnie otacza". Makowski nie byłby jednak sobą, gdyby spoczął na laurach. Już późniejsza o rok wystawa przynosi zasadniczą zmianę. Wizja podlega dalszej transformacji i uproszczeniu. Ostatecznie kształtuje się swoisty język form, oryginalny „alfabet" malarza, który kolejny raz poddaje swój sentymentalizm rygorom geometrii. Przez poetycką metaforę drewnianej marionetki, kompozycje geometrycznych płaszczyzn, trójkątów, kul i stożków — tłumaczy swój stosunek do świata i ludzi. Siłą jego wizji staje się połączenie surowej, często brutalnie prostej formy — z magią koloru i poezją wyrazu. W ciągu ostatnich pięciu lat życia powstają najdojrzalsze obrazy: Maskarada, Jazz, Szewc, Skąpiec. Makowski maluje dużo i coraz śmielej, jakby chcąc nadrobić długie lata wysiłku i żmudnych, pracochłonnych poszukiwań. W Pamiętniku po raz pierwszy dźwięczą nieśmiałe tony wiary w siebie, rośnie zainteresowanie krytyków i marszandów, pozycja artysty w środowisku wydaje się ugruntowana. Wszystko to dzieje się jednak jakby „obok niego", najważniejsza pozostaje praca. „Smutny samotnik — wspomina go Józef Czapski — miał za życia paru przyjaciół-entuzjastów, paru kolekcjonerów (...), ale na szerokie wody sławy, na paryską giełdę nie wypłynął. (...) Jeszcze dziś widzę jego wysoką postać, w długiej półciemnej pracowni przy avenue du Maine, uprzejmość wytworną, trochę nonszalancką z dystansem i ten wyraz, jakby nieobecny. Pewno nie umiał bić się o swoje miejsce, nawet trudno mu było chyba z ludźmi obcować. Był pochłonięty swoim widzeniem świata, swoja poezja kameralna, której i dla której do śmierci szukał wyrazu".
„DRUGIE ŻYCIE" MAKOWSKIEGO
Nagła, niespodziewana śmierć malarza w listopadzie 1932 roku, w wieku 50 lat, u progu kariery — jest szokiem dla przyjaciół. Dominuje wrażenie niesprawiedliwości, dysproporcji między rzeczywistą wartością dzieła cichego artysty a znikomym uznaniem i brakiem rozgłosu. Spontanicznie zawiązuje się „Towarzystwo Przyjaciół Tadeusza Makowskiego", z M. Gromairem i krytykiem L.L. Martinem na czele. Jego celem statutowym jest „zrobić wszystko, co możliwe, aby dać publiczności pojęcie o prawdziwym obliczu Makowskiego i wielkości jego dzieła". Pośmiertna wystawa w Salonie Niezależnych (l 933), wystawa na XX Biennale w Wenecji (1936) — przynoszą sukces, którego nie doczekał artysta. Wojna przerywa działalność stowarzyszenia, ale płótna, zdeponowane w paryskim składzie mebli, ocaleją. W 1954 roku Makowski wreszcie wraca do Polski — swoimi obrazami. Wielka wystawa w 1960 roku przywraca jego niezwykłą twórczość polskiej historii sztuki. .Wszystkim prawie Polakom nie podobała się moje obrazy — notował malarz w 1914 roku — Wolę wszystko niż przeciętność. Tej na szczęście, nikt mi nie zarzuca. (...) Sława jest rzeczą względną. Ci, o których często się mówi, nie zawsze godni są sławy. (...) Nie sprawia mi przykrości to, co o mnie mówią. Dążę do wielkich form, wielkiego gestu — kompozycji o wielkiej budowie wewnętrznej. Na tej drodze popadam w deformacje, czasem błędy. Bardzo wielu widzi tylko te ostatnie. (...) Wystarczy mi, jeżeli kiedyś późniejsze młode nasze pokolenie przypomni mnie sobie i oceni czyste pierwiastki malarskie, które mnie wyróżniać będą od innych malarzy. Na nich bowiem buduję moją skromną, nie znaną mi jeszcze drogę".