malarze
Henryk Stażewski 1894-1988
Jeszcze za życia ochrzczono go „klasykiem nowoczesności" i „apostołem awangardy". Stażewski do końca pozostanie wierny geometrii, choć jego sztuka nie jest ani zimna, ani matematycznie „wyrachowana". Do klasycznej abstrakcji wprowadzi lekkość, poezję i wdzięk.
Henryk Stażewski przychodzi na świat 9 stycznia 1894 roku w Warszawie. Jego ojciec Leonard Rafał Stażewski ma niewielka odlewnię wyrobów artystycznych z metali kolorowych. Henryk — najmłodszy z czworga rodzeństwa—uczęszcza do Gimnazjum Kowalskiego, co nieoczekiwanie przyda mu się w późniejszej praktyce artystycznej. Przydadzą się także solidne studia w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych, uczące logicznej kompozycji, perspektywy i syntetycznego realizmu — choć od nauk profesora Stanisława Lentza (1861-1920) ważniejszy okaże się kontakt z kolegami: Mieczysławem Szczuką (1898-1927), czy Teresą Żarnower (1895-1950). To właśnie z nimi Stażewski bierze udział w pierwszej prezentacji polskiej awangardy konstrukrywistycznej — głośnej Wystawie Nowej Sztuki w Wilnie w 1923 roku, gdzie poznaje także Władysława Strzemińskiego (1893-1952) i Katarzynę Kobro (1898-1951). Razem stworzą front walki o zreformowanie polskiej sztuki, tak by wyrażała ducha nowych czasów.
PLAC BUDOWY
Ideałem pierwszej, historycznej awangardy jest ład, dyscyplina i racjonalizm. Odtąd sztuka to już nie „wywnętrzanie się" i sentymentalizm — ale organiczna budowa, konstrukcja; nie dekoracyjny estetyzm — ale rygor i prostota. Miejsce romantycznego natchnienia ma zająć wysiłek intelektualny. Europa po I wojnie światowej zmienia się w gigantyczny plac budowy: powstają nowe państwa, reformują się stare. Zewsząd słychać hasła odnowy społecznej, nowoczesnej organizacji życia. Artyści wpisują te slogany na swoje sztandary. Głoszą — nieco naiwnie, lecz żarliwie — że sztuka może odmienić człowieka i poprawić tormę niedoskonałego świata. Awangarda wierzy, że estetyczny ład wprowadzi sprawiedliwość w życie społeczne, logikę w myślenie i spokój w serca. Zamiast chaosu — zapanuje porządek, zamiast mieszczańskiego kiczu — higieniczny funkcjonalizm. Ciasną, narodową symbolikę zastąpi kosmopolityzm i język uniwersalnej estetyki. Te hasła brzmią rewolucyjnie — i tak też odbierane są głoszące je ugrupowania. Supremaryzm, ortizm, rayonizm, konstruktywizm, neoplastycyzm, puryzm... Równolegle, w wielu miejscach Europy rodzą się nowe manifesty, radykalne programy. Powstaje prawdziwa artystyczna „międzynarodówka". W roku 1924 Stażewski zakłada wraz z przyjaciółmi —Szczuką, Żarnowerówną, Strzemińskim i Kobro—awangardowe ugrupowanie „Blok kubistów suprematystów i konstruktywistów". Gdy w grupie dojdzie do rozłamu na tle różnego podejścia do sztuki użytkowej — Stażewski włączy się w prace grupy „Praesens", z której wyłoni się z kolei w 1929 roku Grupa a.r. („awangarda rzeczywista" lub „artyści rewolucyjni"). „Nowy człowiek — pisze Stażewski — stara się postrzegać świat pozbawiony przedmiotów... Inaczej pojmowano piękno dawniej, inaczej pojmujemy je dzisiaj. Nie jest zadaniem dzisiejszych artystów hurtowa i detaliczna dostawa natury, lecz doznania wzrokowe wywołujące w nas pewne emocje, poczucie harmonii. (...) Doskonałość harmonii realizuje się przez dobre opanowanie techniki i środków malarskich—precyzję, zwięzłość, jasność". W teoretycznych sporach, które dzielą kolegów, Stażewski opowiada się po stronic sztuki bezinteresownej, wolnej od zobowiązań, choć w tym czasie utrzymuje się właśnie z projektowania scenografii, mebli, czasopism. W latach międzywojennych realizuje kilkadziesiąt wnętrz mieszkalnych „w układzie neoplastycznym", maluje ścienne dekoracje kin, kawiarni, urzędów. Z typowym dla przedstawiciela awangardy zmysłem społecznym, angażuje się w działalność różnych stowarzyszeń. Zostaje członkiem Towarzystwa Szerzenia Sztuki Polskiej wśród Obcych, działa w Kole Artystów Grafików Reklamowych i Syndykacie Artystów Plastyków, wygłasza odczyty, publikuje artykuły. Ważną rolę odgrywa w redagowaniu pism „Blok" i „Praesens", które mają rewelacyjny, nowatorski układ graficzny, przybliżają czytelnikom teorie czołowych przedstawicieli awangardy: Mondriana (1872-1944), van Doesburga (1883-1931), Malewicza (1878-1935), Gleizesa (1881-1953). Czasopisma i kolejne tomy „Biblioteki Praesensu" są ewenementem na skalę międzynarodową, mostem łączącym doświadczenia wschodniej i zachodniej awangardy. Nowy styl utożsamiany z nowoczesnością powoli zyskuje zwolenników, dotyczy to jednak głównie sztuki użytkowej. Wystawy „sztuki czystej" organizowane przez „Blok", „Praesens" i „Grupę a.r." — przyjmowane są z niezrozumieniem, a nawet protestami krytyki, która pisze o „pseudomalarstwie", „dziwactwie bez wartości", „agendzie bolszewizmu" i „tragizmie sztuki nowoczesnej".
EMISARIUSZ
W pierwszą podróż do Paryża Stażewski udaje się w roku 1924, dokładnie wtedy, gdy nad Sekwanę pielgrzymują krakowscy „kapiści". Nie będzie dane im się spotkać, chadzają innymi drogami. Stażewski nawiązuje kontakt z Pietem Mondrianem i Michelem Seuphorem, w czasie późniejszych podróży zaprzyjaźnia się z van Doesburgiem, Arpem (1887-1966). Z czasem zostaje członkiem międzynarodowych ugrupowań awangardowych „Cercle et Carre" i „Abstraction-Creation"; wraz z poetą Janem Brzękowskim włącza się w zainicjowaną przez Strzemińskiego (1893-1952) akcję pozyskiwania dzieł dla przyszłego Muzeum Sztuki w Łodzi. „Postać Stażewskiego — napisze Urszula Czartoryska — uzyskującego obrazy od awangardowych malarzy w Paryżu — np. Theo van Doesburga, a z Brzękowskim. Legera, Ozenfanta i in. — i wiozącego je pociągiem do Polski, emisariusza pionierskiej sprawy, jest uosobieniem wielkoduszności artystów i ufności w celowość propagandy sztuki nowoczesnej w kraju pozbawionym tradycji takiej sztuki". We wrześniu 1939 roku w czasie bombardowania ginie cały dorobek twórczy Stażewskiego — jednak stoicka postawa nie pozwala mu oglądać się wstecz i zajmować przeszłością ponad konieczną miarę. W czasie wojny utrzymuje się z malowania portretów i pejzaży, pracuje przy odnowie kościoła w Szczekocinach. Po zakończeniu działań wojennych wraca do Warszawy i zaczyna wszystko od nowa. Włącza się w życie artystyczne: wstępuje do Klubu Młodych Artystów i Naukowców, bierze udział w Wystawie Ziem Odzyskanych we Wrocławiu, i słynnej I Wystawie Sztuki Nowoczesnej w 1949 roku w Krakowie. W tym czasie twórczość Staźewskiego przebiega dwutorowo: obok abstrakcji pojawiają się elementy klasycznej figuracji — w duchu antykizujących obrazów Picassa. Socrealizm staje się dla niego pretekstem do repetycji akademickich nauk profesora Lentza; z myślą o Ogólnopolskich Wystawach Plastycznych maluje kilka realistycznych portretów: Chopina, Róży Luksemburg, traktorzysty. Poza tym radzi sobie projektując plansze, rekonstruując kościół. Ten najmniej ciekawy etap jego twórczości nie trwa długo. W 1955 roku monograficzna wystawa Stażewskiego w warszawskim klubie Związku Literatów staje się wydarzeniem — jedną z pierwszych manifestacji polskiej sztuki abstrakcyjnej po wojnie, a zarazem nawiązaniem do heroicznych początków awangardy. Stażewski jest żywym symbolem tradycji łączącej kolejne pokolenia artystów awangardowych. Jego wystawy — zwłaszcza retrospektywa w „Zachęcie" w 1965 roku — budzą szeroki odzew publiczności. Towarzysząca ekspozycji krytyczna recenzja Andrzeja Osęki otwiera ważną dyskusję krytyków na temat oryginalności w sztuce i hermetyzmu języka abstrakcji. Raz jeszcze Stażewski i jego pozornie chłodna, bezosobowa sztuka, trafiają w centrum ognistych polemik, żywego nurtu sztuki. „Pamiętam — wspomina Anka Ptaszkowska, krytyk związany z Galeria Foksal — jak w trakcie odczytu o malarstwie informel w warszawskiejm Zachęcie, Kantor ogłosił śmierć abstrakcji geometrycznej, i w tym samym momencie zauważył, że w trzecim rzędzie spokojnie uśmiecha się Stażewski. Kantor zatrzymał się, sprostował, pięknie powiedział o wyjątkach - oddał honor".
SKÓRA WĘŻA
Staźewski, wierny przez całe życie abstrakcji geometrycznej jest jednak gotów do niespodzianek i rewolucyjnych przewrotów. Pracuje metodycznie. Gdy problem uznaje za wyczerpany — porzuca go bez wahania, odważnie zaczynając nowy rozdział. Gdy nudzi go przestrzeń - sięga po kolor; znużony kolorem — maluje monochromatyczne wiązki linii. W wykonaniu Stażewskiego pozornie monotonny język geometrii ujawnia niewyczerpane możliwości. „Następuje we mnie przeobrażanie się jak u węża zmieniającego skórę — żartuje 80-letni artysta — ale w moim wieku jest to niebezpieczne, ponieważ waz w momencie gdy pozbył się starej skóry, a nie zdobył jeszcze nowej może zdechnąć". Sekret wiecznej młodości Henryka Stażewskiego tkwi także w jego charyzmacie przyjaźni, niewygasłej ciekawości świata i otwarciu na nowoczesność. Chodzi na wernisaże, bierze udział w dyskusjach, przyciąga młodych, dla których jest przewodnikiem i autorytetem. Współpracuje z Galeria „Krzywe Koło", przyjaznym zainteresowaniem otacza lubelską grupę „Zamek" (Wiesław Borowski, Anka Ptaszkowska, Jerzy Ludwiński) — z tej przyjaźni zrodzi się pomysł awangardowej Galerii Foksal w skrzydle warszawskiego pałacu Zamoyskich. Choć Stażewski nie zakłada rodziny —Miron Białoszewski nazwie go żartobliwie „typowym odyńcem" — nigdy nie jest samotny. Przez lata mieszka z przyjaciółmi: poznaną jeszcze w paryskich czasach Mewą, malarką Marią Ewą Łunkiewicz-Rogoyską (1894-1967) i jej mężem. Po ich śmierci do pracowni Stażewskiego wprowadza się malarz Edward Krasiński. Atelier na 11 piętrze przy ul. Świerczewskiego 64, z widokiem na całą Warszawę i Pałac Kultury, jest prawdziwym artystycznym salonem stolicy. Stażewski prowadzi: uregulowany tryb życia; maluje od 5-tej do 11-tej rano, potem schodzi na kawę i obiad do restauracji SARP-u przy Foksal. Od piątej po południu jego pracownia jest otwarta dla wszystkich: przyjaciół, hippisów, zagranicznych gości. „Pracownia Stażewskiego była — wspomina Anka Ptaszkowska — miejscem otwartym i utrzymanym w naturalnym rytmie życia. Trwając w czasie, miejsce to wypełniało się malarstwem oraz ludźmi i zdarzeniami ważnymi i nieważnymi; w pewnym momencie wszystko okazało się ważne. Ruch wahadłowy między zewnętrzną rzeczywistością artystyczną, a pracownią Stażewskiego, gdzie kończyły się wernisaże wystaw (a ileż pomysłów zrealizowanych na zewnątrz brało tu swój początek!), sprawił, że w miejscu tym odcisnęła się i zmagazynowała pamięć trzydziestu lat powojennej sztuki polskiej i życia związanych z nią osób". Stażewski, traktowany przez kolejne pokolenia awangardy jak klasyk, mędrzec i prorok — traktuje siebie z dystansem i poczuciem humoru. Do końca żyje z fantazją: odbywa rytualne wakacyjne wyprawy do Sopotu i Kazimierza, nosi wspaniałe, wzorzyste krawaty, fotografuje się w pasiastym szlafroku na tle obrazów; maluje meble, własne bambosze i buty zaprzyjaźnionych pań — w szaleńczo kolorowe paski. Gdy problemy ze słuchem utrudniają mu kontakt z otoczeniem, rozdaje przyjaciołom złote myśli i anegdoty zapisane na małych karceluszkach. W 90-te urodziny przyjaciele zapalają w jego pracowni 90 świec, w styczniu 1988 roku uczestniczy jeszcze w urodzinowym wernisażu w Galerii Zapiecek. Umiera 10 czerwca, w 94 roku aktywnego życia. W setną rocznicę jego urodzin napisze Janina Ładnowska; „Gdy nawet młodsi od niego artyści od dawna traktowali swoją sztukę jak 'hobby emeryta', Stażewski do końca życia realizował swoje przesianie. Był niemal ostatnim artystą z generacji konstruktywistów, lecz zadziwiał aktualnością. Od czasu do czasu odkrywał nieznanego artystę, lecz nie był bezkrytyczny. Rzadko zawodziła go intuicja. Bezwzględny dla miałkości, miernoty i pozorów, dla sztuki był bardzo wymagający. Nie czuł się urażony, gdy ktoś naśladował jego sztukę... Żadna akademia sztuk pięknych nie powołała Henryka Stazewskiego na stanowisko profesora, ale i tak przez wielu nazywany był profesorem. (...) Stażewski poszukiwał siebie i miejsca swojej sztuki... Bardziej słuchał swego umysłu i duszy niż innych. Wierzył, że dzięki sztuce artysta zdolny jest pojąć więcej i jaśniej i znaleźć «coś głębszego niż piękno malarskie». Wierzył w «oko wewnętrzne»."