malarze
Vincent van Gogh 1853-1890
Van Gogh
Człowiek ten musiał albo oszaleć,
albo prześcignąć nas wszystkich; nie
przypuszczałem, że sprawdzą się obie
hipotezy." Tak, wiele lat po śmierci
Vincenta van Gogha, wyraził się
Camille Pissarro. Jest to chyba
najlepsze epitafium genialnego artysty,
który malarstwo pokochał do
szaleństwa i do śmierci.
Vincent van Gogh urodził się 30 marca 1853
roku w Groot Zundert, w północnej Brabancji, czyli w Holandii. Jego ojciec,
Theodorus, był kalwińskim pastorem. Vincent miał
czworo młodszego rodzeństwa lecz najmocniejsze
wiezy łączyły go z młodszym o cztery lata Theo
(Teodor, tak jak ojciec), który zawsze i na każde
zawołanie będzie brata wspomagał materialnie
i duchowo,
Vincent miał siedemnaście lat, gdy zaczął pracować. Zostaje sprzedawcą w słynnej galeni-antykwariacie Goupila w Hadze. Dwa lata później napisze
pierwszy list do Theo. Korespondencja między
braćmi stanowi zjawisko wyjątkowe; z 650 zachowanych listów pochodzi większość naszej wiedzy
o van Goghu.
Vincent okazuje się znakomitym marszandem
i galeria wysyła go wpierw do filii w Londynie, a potem do oddziału paryskiego. Trzeba dodać, że młody
sprzedawca mówi biegle po francusku i angielsku.
Theo tez pracuje u Goupila, tyle ze w oddziale
brukselskim. A jednak, w 1876 roku, Vincent opuścił
galerię definitywnie. Czuje się powołany do głoszenia
ewangelii. "Chcę zostać pastorem. Pragnę pocieszać
biedaków.. ." - pisał w listach do brata. Po dwu latach
przerywa jednak studia teologiczne.
PORAŻKA MISJI WŚRÓD GÓRNIKÓW
Osiedla się wśród nędzarzy, czyli w belgijskim zagłębiu
węglowym Borinage. Inspirowany żarliwą wiarą uczy dzieci
górników czytania, pisania i katechizmu, pielęgnuje chorych,
a w wolnych chwilach rysuje. Z tego okresu pochodzą jego
pierwsze rysunki z natury.
W połowie 1879 roku dowiedział się, że protestancka
gmina, której był kaznodzieją nie przedłuża z nim umowy.
Załamany przyjechał do rodziców do Etten, ale wkrótce, gdy
tylko Theo dał mu trochę pieniędzy, pojechał znowu do
Borinage. Coraz więcej rysował i malował kopie obrazów
podziwianego przez siebie Milleta.
Następnego roku w kwietniu ponownie przyjeżdża do
Etten, do rodziców. Theo wraz z kuzynem, uznanym
malarzem scen rodzajowych Antonem Mauve podtrzymują
go na duchu i zachęcają do dalszego malowania. Vincent
zakochuje się w owdowiałej kuzynce Kee Voss, kiedy jednak
proponuje jej małżeństwo Kee odrzuca go stanowczo.
Daremnie nalega i prosi... Zbliża się Boże Narodzenie.
Ojciec - pod pretekstem, że opuścił nabożeństwo - nazywa
go wykolejeńcem i nieudacznikiem i wymawia mu
mieszkanie. Vincent ucieka do Hagi. Znajduje schronienie
u Mauve'a, z którym jednak wkrótce się pokłóci. Jest
grudzień 1881 roku.
Osamotniony Vincent zaniechał malowania, włóczył się
od baru do baru. Któregoś wieczora poznaje Christine -
szwaczkę, sprzątaczkę, a gdy nie wystarczało na życie -
prostytutkę. Sien, bo tak ją nazwał, ma kilkoro dzieci
i znowu jest w ciąży. Zamieszkali razem. Van Gogh miał
modelkę i szczere przekonanie, że ratuje kobietę upadłą.
Rodzina, znajomi, nikt nie akceptuje tego związku. Wszyscy
się od niego odsunęli. Opuścił Sien dopiero wtedy gdy
uświadomił sobie, że jego podopieczna nie ma zamiaru
zostać obiektem zbawczych zabiegów niedoszłego pastora.
Vincent van Gogh ma 29 lat.
Znowu pojawia się w Nuenen, u rodziców, którzy - jak
zwykle - zarzucają mu, że żyje na koszt brata, że nic nie
sprzedaje... Konflikty powtarzają się coraz częściej.
Kolejny dramat odciśnie piętno na życiu Vincenta. Zakochał się,
tym razem z wzajemnością, w córce sąsiadów,
Margot Begeman. Oświadcza się, lecz jej rodzice odmawiają
zgody na małżeństwo. Margot próbowała się otruć.
Wprawdzie odratowano ją, ale plany wspólnego życia legły
w gmzach.
26 marca 1885 roku zmarł nagle ojciec, Teodor van
Gogh. Jego śmierć przypieczętuje zerwanie Vincenta
z resztą rodziny, z wyjątkiem Theo, który od tej chwili stał
mu się jeszcze bliższy. W tym czasie malował Jedzących
kartofle, mroczne płótno, do którego wiele razy będzie
jeszcze powracał. Jakże to obraz odległy od proponowanej
przez Milleta promiennej apoteozy wiejskiego życia! U van
Gogha chłopska egzystencja przesiąknięta jest bezgranicznym smutkiem.
Dominuje twarda, brutalna bieda, bez
pociechy, bez krztyny radości.
W SZKOLE CORMONA
W marcu 1886 roku Vincent przyjeżdża do Paryża, do
Theo, który od kilku lat prowadzi francuską filię galerii
Goupila. Zdecydowany uczyć się malarstwa wpisuje się na
kursy Cormona, akademickiego malarza tematów historycznych.
Właśnie tam zaprzyjaźnił się z bywalcem nocnych
spelun, karłem i początkującym malarzem - hrabią Henri
de Toulouse-Lautrec. Obaj wkrótce dojdą do wniosku, że
Cormon nie może spełnić ich oczekiwań. Odchodzą.
Po trosze dzięki bratu Vincent odkrył świat innego
malarstwa. Theo wierzył w impresjonistów i wbrew
obowiązującym opiniom gromadził na zapleczu galerii,
przeznaczone dla nielicznych amatorów, obrazy Moneta,
Pissarra, Sisleya i Degasa. Tam Vincent zobaczył prace
Maneta, które zachwyciły go fakturą i kolorystyką. U Theo
poznał też Gauguina.
Zachwycenie impresjonizmem trwało krótko. Van Gogh
szuka własnej drogi. Uświadamia sobie, że jego malarstwo
jest inne i dlatego potrzebne mu inne, niż paryskie, światło.
Uważa, że na południu będzie mógł znaleźć wystarczającą
przejrzystość powietrza i światło na tyle mocne by zdołało
uwydatnić kolor, tak jak tego oczekiwał. Napisze później:
"Malarz przyszłości będzie kolorystą..." Marzy o wyjeździe
na południe gdzie pragnie założyć rodzaj falansteru, czyli
wspólnoty malarzy, którzy chcieliby powrócić do czystości
linii cechującej modne wówczas malarstwo japońskie.
Toulouse-Lautrec opowiada mu o Aries... Nadchodzi zima
1888 roku. Van Gogh źle się czuje.
ARLES
Przyjechał do Aries 21 lutego 1888 roku. Jest olśniony
urodą przyrody. Właśnie tak wyobrażał sobie Japonię:
"krajobraz pod śniegiem z białymi szczytami wznoszącymi
się ku niebu, równie rozświetlonemu jak śnieg, przypominał
malowane przez Japończyków pejzaże zimowe." Wkrótce
nadeszła wiosna eksplozja kolorów i zapachów. "Pracuję
nieustannie..." pisał do Theo, który wysyłał mu pieniądze
i starał się o wystawienie kilku jego płócien w ramach
Salonu Niezależnych.
W połowie czerwca, w ciągu kilku dni spędzonych
w Saintes-Maries-de-la-Mer zobaczył Morze śródziemne
z charakterystycznymi dlań nocami i niebem. Po powrocie
maluje gorączkowo i z zapałem.
Zaprzyjaźnił się z miejscowym listonoszem Roulin, oraz
z podporucznikiem Millietem ale samotność mu doskwiera.
Prosi Gauguina by przyjechał i rzeczywiście ten zjawia się
w Aries 23 października 1888 roku. Zastaje Vincenta wycieńczonego pracą.
Radość wspólnego życia nie trwała długo. Gauguin
próbował zaprowadzić własne porządki: zaczął od
pracowni i wspólnych finansów, a potem narzucał też
swóją wizję malarstwa, szafował radami... Mają niewiele
rozrywek, które zwykle sprowadzają się do kobiet
i absyntu. Tymczasem Vincent źle znosi alkohol. Nadeszła
zima. Kłótnie i sprzeczki powtarzają się coraz częściej.
Wreszcie 23 grudnia wieczorem, w Wigilię, Vincent bez
wyraźnej przyczyny rzuca szklanką w twarz towarzysza.
Gauguin mimo przeprosin pakuje się do wyjazdu, a gdy
wychodzi na dwór, Van Gogh rusza za nim z brzytwą
w ręce.
Gauguin poszedł prosto do hotelu. Vincenr wrócił do
siebie, odciął sobie kawałek ucha, starannie je umył i wręczył
w kopercie Rachel, przyjaciółce z domu publicznego. Rachel
zemdlała. Gauguin wyjeżdża bez słowa pożegnania. Van
Gogha osadzono w zakładzie dla obłąkanych.
Po straszliwych halucynacjach i ataku padaczkowym przychodzi ukojenie.
1 stycznia pozwolono mu na przechadzkę
w towarzystwie Roulina. Powoli stało się dlań jasne, ze
marzenie o wspólnej pracowni na południu było mrzonką.
7 stycznia zezwolono mu na powrót do domu, gdzie
czekają nań złe wieści; nie ma grosza, właściciel zamierza
wymówić mu mieszkanie, brat zaręczył się, jedyny przyjaciel
Roulin musi opuścić Aries... Męczyły go przywidzenia,
koszmary i skoki samopoczucia od euforii do skrajnego
przygnębienia.
Dużo malował. Wtedy powstały słynne autoportrety,
m.m. Autoportret z fajką i Autoportret z obciętym uchem.
LECZNICA W SAINT-REMY
Dzieci sąsiadów rzucały w niego kamieniami i wyzwiskami.
W oczach wszystkich był wariatem. Na petycji
żądającej osadzenia van Gogha w szpitalu widnieje 81
podpisów. Świadom swego stanu sam zażądał umieszczenia
w zakładzie. Przybył do lecznicy w Saint-Remy-de-Provence
8 maja. Jak niegdyś maluje łany zboża lecz miejsce siewcy
zajmuje na nich kosiarz - "zaczerpnięty z wielkiej księgi
natury obraz śmierci."
Pozwolono mu wrócić, pod opieką, po rzeczy do Aries.
Odwiedza znajomych, a nawet Rachel. Świętowano jego
powrót. Dwa dni później, kiedy maluje, zwala go z nóg atak
nerwowy. Było to w końcu lipca. Na trzy tygodnie traci zmysły.
Halucynacje przybierają momentami charakter mistyczny. Wyje. Gdy
w końcu krańcowo wyczerpany przychodzi do siebie z tragiczna
jasnością uświadamia sobie, że jest trwale chory.
W tym czasie Theo'wi urodził się syn,
któremu nadano imiona Vincent Wilhelm. 20 lutego van Gogh wychodzi ze
szpitala, by na dwa dni udać się do Aries.
I znów powala go atak choroby, jeszcze
bardziej gwałtowny niż poprzednie. Wije
się z bólu i cierpi nieludzko. Prześladują
go lęki. Doszło do tego, że pił terpentynę. Gdy czut się lepiej wracał
do malowania, ale marzył o wyjeździe. Opuścić
to przeklęte miejsce! Skończyć z Aries! Pisze do brata: "Mój wyjazd
okazał się katastrofą."
16 maja wsiada do pociągu jadącego do Paryża.
PO POWROCIE DO PARYŻA
Mimo obaw Theo, podróż odbyła się bez problemów. Vincent został
ciepło przyjęty przez bratową. Jo zrobiła na nim wrażenie kobiety
inteligentnej i serdecznej. Pojawili się też starzy przyjaciele. On jednak,
już po kilku dniach udaje się do Auvers-sur-0ise gdzie zaprasza go
miłośnik malarstwa i wielbiciel impresjonizmu dr Gachet. Tam natychmiast
zabiera się do malowania. Okolica mu się podoba, dr Gachet jest
serdeczny i optymistyczny; uważa Vincenta za wyleczonego.
Zaproszony przez Theo pojechał
odwiedzić rodzinę 6 lipca. Nie wiemy
dzisiaj kto i w jakim kontekście
nieopatrznie się odezwał. Dosyć na tym, że Vincent odczuł, ze jest dla
brata ciężarem, śmiertelnie urażony wraca do Auvers tego samego
dnia. Siły go opuszczała, za to powracają niebezpieczne ataki złości.
Przechadza się z rewolwerem w kieszeni. Maluje, lecz wszystkie
wysiłki wydają mu się daremne... Z tego okresu pochodzą Kruki nad
łanem zboża, gdzie niebo i ziemia, połączone w jedną całość, jawią się
jak otchłań nakryta kluczem złowrogich ptaków.
W niedzielę 27 lipca, w upalne popołudnie, w pobliżu zamku w Auvers
Vincent strzela sobie w serce. Jest ciężko ranny, ale o własnych siłach wraca
do domu. Powiadomiony o wypadku Theo natychmiast przyjeżdża.
Vincent zdaje się nie cierpieć, pali fajkę i długo z bratem rozmawia.
29 lipca o godzinie w pół do drugiej w nocy umiera.